Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Do obory rolnik wejdzie tylko z wpisem do rejestru. Kotu i psu nawet ewidencja nie pomoże

Do obory rolnik wejdzie tylko z wpisem do rejestru. Kotu i psu nawet ewidencja nie pomoże

Fot. pixabay (CC0)

Rządzący w trosce o bezpieczeństwo sanitarne przygotowali dla rolników cały zestaw nowych obowiązków. Już wkrótce przy każdej oborze będzie prowadzona ewidencja wejść i wyjść. Wymagania, wydawałoby się bardziej odpowiednie dla ściśle strzeżonych obiektów wojskowych, oburzają rolników. - Mogę powiedzieć coś wprost, po chłopsku. Komuś chyba coś odbija. Nie będzie zgody na ośmieszanie polskich rolników - mówi WP money Sławomir Izdebski przewodniczący OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych.

Jeżeli projekt Ministerstwa Rolnictwa zostanie ostatecznie zaakceptowany, to każdy polski gospodarz, będzie musiał prowadzić rejestr osób wchodzących do obiektów hodowlanych. Oznacza to więc, że każde wejście do chlewni, obory czy kurnika rolnik powinien odnotować.

Tego rodzaju zapisy znalazły się w ministerialny rozporządzeniu w sprawie wymagań weterynaryjnych. Organizacje rolnicze zapowiadają zdecydowany sprzeciw w tej sprawie.

- Będziemy przeciwko takim kuriozalnym pomysłom protestować. Mamy już zgłoszenia z terenu od rolników gotowych się temu przeciwstawić. W przyszłym tygodniu wystosuję też oficjalne pismo w tej sprawie do pana ministra. Na pewno naszej zgody na to nie będzie - mówi Sławomir Izdebski.

Rolnicy nie odpuszczą

Przewodniczący OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych zapewnia, że najpierw będą listy, rozmowy, ewentualne negocjacje, ale jak to nie pomoże, to dojdzie do protestów. O czym dokładnie mówi? - No na to, to mamy bardzo dużo sposobów - dodaje tajemniczo Izdebski.

OPZZ nie jest jedyną organizacją, która zajęła ostre stanowisko w tej sprawie. Również Krajowa Rada Izb Rolniczych zwraca uwagę na delikatnie mówiąc kłopotliwość tego rodzaju propozycji dla rolników. Organizacja nie rozumie, czemu ma służyć przepis w ustępie 2. §1 projektu rozporządzenia w odniesieniu szczególnie do małych gospodarstw rolnych.

Mowa jest w nim o wspomnianym obowiązku prowadzenia szczególnej ewidencji wjazdów i wyjazdów środków transportu oraz osób odwiedzających gospodarstwo.

Z kolei w 1. punkcie § 2 tego projektu napisano, że „obiekty budowlane, w których utrzymywane są zwierzęta gospodarskie, zabezpiecza się przed dostępem zwierząt innych niż utrzymywane w gospodarstwie, w tym przed dostępem zwierząt domowych”.

Oznacza to, że to rolnik powinien stać na straży tego, by psy z kotami nie chodziły do krów poleżeć na sianie. - Mogę powiedzieć coś wprost, po chłopsku. Komuś chyba coś odbija. Nie będzie zgody na ośmieszanie polskich rolników. Niech lepiej zajmą się konkretnymi potrzebnymi dla rolników sprawami - mówi Izdebski.

Jego zdaniem, nikt znający się na uprawie i hodowli nie powinien wyrazić zgody na tego rodzaju zapisy w rozporządzeniu. Co więcej projekt w ogóle nie był z rolnikami konsultowany. Gdyby tak się stało, takich pomysłów z pewnością, w jego ocenie, by nie było.

- Nie wyobrażam sobie, jakby to miało wyglądać. W gospodarstwie rolnym, szczególnie w tych małym, jest najczęściej po kilka kur, jest jakaś krowa, pies, kilka kotów. Dlaczego te zwierzęta mają ze sobą nie mieć kontaktu skoro one chorób nie przenoszą. Przecież za epidemie ASF odpowiadają dziki - dodaje Izdebski.

Kot płot i tak przeskoczy

Przewodniczący rolniczego OPZZ przypomina, że zgodnie z rozporządzeniem ministra odstrzelonych powinno być w ostatnim czasie 41 tys. dzików. Tymczasem pod lufę myśliwych trafiło tylko 8 tys. - Niech minister usprawni odstrzał, a koty z psami zostawi w spokoju - dodaje związkowiec.

Pytanie tylko, jak sprawić, by koty z psami wiedziały, gdzie im nie wolno wchodzić. Oczywiście najlepszym rozwiązaniem byłyby ogrodzenia, ale jak doskonale wie każdy posiadacz kota, trudno zaprojektować takie, które nie pozwoli mu przejść w upragnione miejsce.

Dlatego ministerstwo postuluje, by nad każdą oborą umieścić dobrze widoczną tablicę informacyjną z napisem: "Osobom nieupoważnionym wstęp wzbroniony". Być może to przemówi zwierzakom do rozsądku, ale z drugiej strony tablica niczego im przecież nie zabrania.

Próbując się w tym wszystkim połapać i przedstawić jakieś stanowisko, które nie będzie z góry do dołu krytyczne, Krajowa Rada Izb Rolniczych zwraca uwagę na niuanse. O ile w wielkich gospodarstwach hodowlanych i fermach istnieje możliwość wydzielenia tego terenu od reszty, to w przypadku małych gospodarstw jest to znacznie trudniejsze.

Przedstawiciele Izby zwracają też uwagę na to, że pies psu nie równy. O ile można jeszcze przyjąć, że zwykły burek nie musi przebywać z krowami, to co powiedzieć o rasowym psie pasterskim. On przecież musi być w bliskim kontakcie ze swoimi podopiecznymi. Owce bez niego mogą sobie przecież nie poradzić.

Podobnie zresztą, jak zbiory zbóż bez kotów polujących na gryzonie. Dlaczego więc kotom ma być wstęp do obory surowo wzbraniany? - Niestety to wszystko raz jeszcze udowadnia, że źle się dzieje, kiedy za wieś odpowiada minister, który jest geodetą, a nie rolnikiem z krwi i kości - mówi Sławomir Izdebski.

Czytaj także
Polecane galerie
kkk11
2017-04-05 09:54
tego który to wymyślił podać obowiązkowemu badaniu psychiatrycznemu poważnie tacy ludzie nie mogą być normalni i nie powinni pełnić żadnych urzędów ani mieć wpływu na żadne decyzje
Ja
2017-04-01 21:36
Proponuję żeby Pan Minister łapał myszy i pilnował psów i kotów przed oborą , a ministrem rolnictwa uczynić prawdziwego rolnika,będzie wiedział co w rolnictwie jest naprawdę ważne.
ppp55
2017-03-30 21:28
no a jak rolnik nie trzyma zwierzat w oborze po co mialby tam wlazic i po co mu ta ewidencja czy morze mi ktoś odpowiedzieć ?
Pokaż wszystkie komentarze (897)