Notowania

Ustawa o obrocie ziemią. Polsce może grozić postępowanie przed unijnym sądem i milionowe kary

Ustawa ograniczająca handel ziemią rolną i wstrzymująca sprzedaż państwowej ziemi na pięć lat może godzić w unijne zasady swobody przepływu kapitału. Polsce może za to grozić postępowanie przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości, a w konsekwencji wielomilionowe kary.

Podziel się
Dodaj komentarz
(PAP/Tomasz Gzell)

Ustawa ograniczająca handel na wolnym rynku i wstrzymująca sprzedaż państwowej ziemi na pięć lat może godzić w unijne zasady swobody przepływu kapitału. Polsce grozi postępowanie przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości, a w konsekwencji wielomilionowe kary.

Nowe prawo wchodzi w życie w sobotę, 30 kwietnia. 1 maja kończy się dwunastoletni okres przejściowy, wynegocjowany przez Polskę przed wejściem do Unii Europejskiej. Przez dwanaście ostatnich lat cudzoziemcy nie mogli kupować ziemi w Polsce. Nowa ustawa zakłada, że grunty z państwowych zasobów nie będą sprzedawane przez kolejnych pięć lat. Ponadto nabywcą ziemi rolnej co do zasady może być jedynie rolnik indywidualny. Zgodnie z ustawą jest to osoba, która osobiście pracuje w gospodarstwie do 300 ha, ma kwalifikacje rolnicze i co najmniej 5 lat mieszka w gminie, gdzie jest położona co najmniej jedna działka jego gospodarstwa.

Jeszcze przed uchwaleniem tych przepisów pojawiły się opinie, że mogą być one sprzeczne z unijnymi traktatami. Chodzi o zasadę swobodnego przepływu kapitału i o równe traktowanie obywateli Unii Europejskiej. Politycy rządzącej partii odpierali ten zarzut, argumentując, że w ustawie nie zapisano wprost zakazu sprzedaży ziemi cudzoziemcom. To - jak się okazuje - za mało, bo z Brukseli płyną sygnały, że KE sprawdzi, czy ustawa jest zgodna z unijnym prawem i rozważy podjęcie ewentualnych działań.

Co może Bruksela

- Komisja Europejska na podstawie traktatów ustanawiających wspólnotę ma kompetencje do sprawdzania, czy państwa przestrzegają prawa unijnego - mówi w rozmowie z money.pl dr Tomasz Gawarecki, adwokat z kancelarii KKPW z Krakowa. - Jeśli dopatrzy się, że przepisy przyjęte w którymś z krajów są sprzeczne z prawem unijnym, to może domagać się wyjaśnień - tłumaczy.

Komisja zwraca się o wyjaśnienia, państwo ma czas na przygotowanie i przesłanie stanowiska, z którym z kolei później zapoznaje się KE. Cała procedura trwa przynajmniej kilka miesięcy. Komisja może uznać, że wyjaśnienia państwa członkowskiego są przekonujące i nie doszło do złamania prawa. Może też jednak stwierdzić, że nie są wystarczające i wydać opinię, że kraj łamie prawo i skierować sprawę do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.

- Postępowanie przed Trybunałem może trwać kolejne 2-3 lata. Sama Komisja nie może nakazać zmiany krajowych regulacji, ale wyrok ETS jest już wiążący. Oczywiście państwo członkowskie może iść w zaparte i twierdzić, że nie łamie unijnego prawa. Wtedy KE może się zwrócić do Trybunału o nałożenie kary finansowej. Może ona wynieść od kilkuset tysięcy do kilku milionów euro - mówi dr Gawarecki.

Wysokość kary zależy m.in. od wielkości kraju i skali naruszenia unijnych przepisów. Na tej podstawie wylicza się stawkę dzienną, którą mnoży się przez liczbę dni, kiedy obowiązuje sporne prawo. Państwo członkowskie może jednak w każdej chwili je zmienić.

Jak wskazuje Gawarecki, wyjaśnienie, że Polska chce chronić ziemię przed wykupem przez cudzoziemców może się okazać dla KE nieprzekonujące. - To bardzo słabe uzasadnienie. Większe szanse miałoby tłumaczenie, że ograniczamy swobodę przepływu kapitału ze względu na ważne względy społeczne czy ochronę społeczności lokalnych albo potrzebę kształtowania określonej struktury rolnej. To jest sprawa doboru argumentów. Możliwe, że KE nie dopatrzy się w ustawie sprzeczności z unijnym prawem, możliwe też, że wystarczą niewielkie modyfikacje. Trudno na razie w tej sprawie cokolwiek wyrokować - mówi mecenas.

Kto może pozwać Polskę

Ale sprawę przed Trybunałem może wytoczyć Polsce nie tylko Komisja Europejska. - To może być każdy obywatel zainteresowany inwestowaniem w Polsce - mówi money.pl Mariusz Kawczyński, radca prawny w kancelarii Kawczyński, Korytkowska, Partyka. - Jeżeli na przykład jakiemuś Polakowi, mieszkańcowi miasta, odmówiono kupna ziemi na wsi, to może on uznać, że naruszono jego prawo do inwestowania i wystąpić do ETS - dodaje.

Przyznaje, że w niektórych krajach UE obowiązują przepisy, które tę swobodę inwestowania ograniczają, ale przyjmowano je jeszcze przed akcesją do Unii Europejskiej. Podobnie zrobiła Polska; niektóre obostrzenia dotyczące obrotu ziemią zapisano zapisano w ustawie o kształtowaniu ustroju rolnego, którą uchwalono w 2004 r., tuż przed naszą akcesją.

- Po wejściu do Unii Europejskiej nie powinniśmy już wprowadzać nowych przepisów, które ograniczałyby swobodę inwestowania. Ta swoboda przepływu kapitału i inwestycji jest zapisana w traktatach europejskich, to jeden z filarów Unii - podkreśla. - A często zapominamy o tym, że prawo unijne jest też naszym prawem, odkąd Polska wstąpiła do UE - dodaje.

Tagi: zakaz sprzedaży ziemi, wiadomości, gospodarka, najważniejsze, gospodarka polska, czołówki, promowane, wiadomości rolnicze
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz